sobota, 5 października 2013

Dekoloryzacja w domu - dekoloryzator Renee Blanche - moja opinia

Witajcie :)

Jak to z kobietami bywa... Zapragnęłam zmiany. ;) Obiecałam sobie, że zapuszczam włosy, więc zmiana fryzury nie wchodziła w grę. Postanowiłam zatem zmienić coś w kolorze mojej czupryny.

Dekoloryzację preparatem od Renee Blanche robiłam już czwarty raz. Za każdym razem dowiadywałam się o tym środku czegoś nowego, mogłam poprawić swoje wcześniejsze błędy. Może mój wpis pomoże komuś z Was ich uniknąć lub nie rozczarować się, tworząc nierealne wyobrażenia.




W opakowaniu dekoloryzatora Renee Blanche znajdziemy 2 tubki preparatu (które należy zmieszać w stosunku 1:1) oraz dwie pary rękawiczek. Każda tuba ma po 100 ml. Na moje włosy o długości za łopatki produktu wystarczyło mi na dwukrotną dekoloryzację. Według producenta można zabieg powtórzyć do 3 razy jednego dnia. Wcześniej decydowałam się na przeprowadzenie zabiegu tylko raz, jednak z doświadczenia wiedziałam już, że do koloru, jaki chcę osiągnąć, jest to zbyt małe "ściągnięcie" koloru.



Z poprzedniej notki wstawiam zdjęcie koloru moich włosów sprzed dekoloryzacji. Jest to ciemny, chłodny brąz. Zależało mi na delikatnej korekcie koloru. Chciałam by mój brąz był bardziej kasztanowy, wpadał lekko w czerwień lub rudy, ale wiadomo, jak jest - mogłam spodziewać się dosłownie wszystkiego.

Zmieszałam po 50 ml z każdej tuby i za pomocą pędzelka zaaplikowałam na włosy, choć chyba wygodniej jest nakładać preparat rękami. Jeśli ktoś z Was się interesował tym dekoloryzatorem, to wszędzie jest napisane, że śmierdzi okrutnie, jak szambo. Cóż... Nie sposób się nie zgodzić. :D Śmierdzi, ale da się to wytrzymać, na szczęście nie jest to duszący zapach, po prostu nieprzyjemny. Ale jak ma pachnieć taka chemia? ;)

Producent zaleca trzymać produkt 20 minut, kontrolując proces wybijania pigmentu. Na moich włosach przez ten czas nic nie było widać. Zaglądałam pod czepek, a tam ciągle było ciemno, jednak wiedziałam z poprzednich dekoloryzacji, że po spłukaniu kolor będzie jaśniejszy. Postanowiłam jednak na własną odpowiedzialność trzymać produkt na włosach 40 minut.

Umyłam włosy 3 razy szamponem o neutralnym pH - Babydreamem. Wypłukanie pigmentu jest sprawą najważniejszą przy dekoloryzacji, zatem trwa to bardzo długo i warto się do tego przyłożyć. Ten szampon niestety tak plącze mi włosy, że... Ech, bardzo się męczyłam. ;P Do ostatniego mycia dodałam sok z połowy cytryny, by zamknąć łuski włosów. Nie nakładałam żadnej odżywki, by włosy były dobrze oczyszczone do drugiego etapu dekoloryzacji.
Włosy wysuszyłam i wyglądały tak:




Nierówny, sprany lis... Nic ciekawego. Martwiłam się tym, że mam całe włosy w "ciapki", bo przy poprzednich razach przekonałam się, że po farbowaniu nierówności są prawie niemożliwe do usunięcia i tak, jak wyglądają włosy po dekoloryzacji, tak będą wyglądały z nowym kolorem. Nie martwiąc się zbytnio, zrobiłam wszystko identycznie, jak za pierwszym razem. Dodając tylko płukankę z octu na sam koniec. To bardzo ważne, bo bez tego kolor ciemniał mi znacznie na następny dzień.




Za drugim razem kolor bardziej się wyrównał i wyglądał znośnie. W tym momencie można odczekać kilka dni zanim zafarbuje się włosy. Jednak z moich doświadczeń wynika, że lepiej zrobić to od razu. Zwykle następnego dnia kolor ciemniał nieco, i tak z każdym myciem, a później farba niewiele zmieniała. Zresztą, nie chciałam się tak pokazywać ludziom ;)

Do koloryzacji wybrałam farbę Joanny Naturia o kolorze Porzeczkowa czerwień, z tym, że zamiast utleniacza o mocy 6%, wybrałam 9%. Po dekoloryzacji należy pamiętać, by wybrać odcień farby o kilka odcieni jaśniejszy niż ten, który chcemy uzyskać. Na zdjęciu jest jeszcze odcień Palona kawa, w razie, gdyby na głowie była katastrofa i trzeba byłoby ratować sytuację :D




Bałam się, że odrost (miał 0,5 cm) złapie na żarówiasty czerwony, a reszta będzie ciemna, więc położyłam farbę najpierw na długość włosów, a na sam koniec na odrosty, nieszczególnie się do tego przykładając. Jakoś intuicyjnie postanowiłam potrzymać farbę na włosach krócej niż zwykle. Trzymałam ją 20 minut. Po zmyciu byłam na początku rozczarowana, bo wydawało mi się, że nie ma żadnej różnicy. Jednak po wysuszeniu ukazał się "rudo-czerwony" poblask. Było już za ciemno, by zrobić zdjęcia w świetle naturalnym, więc użyłam lampy, zatem możecie sobie wyobrazić, że efekt był ciemniejszy w rzeczywistości.



Nie wiem, jak to działa, ale zawsze to obserwowałam, że po dekoloryzacji z każdym dniem, każdym myciem - włosy jaśnieją. I już dziś po wstaniu i umyciu ich - kolor był znacznie jaśniejszy i bardziej wpadał w rudy. Z czego jestem zadowolona.



 Przepraszam za te słabe "samojebki", ale nie mam żadnego fotografa przy sobie chwilowo ;)

Jestem bardzo zadowolona z efektu. Nie jest to drastyczna zmiana, ale zauważalna. Wydaje mi się, że w takim ciepłym kolorze jest mi bardziej do twarzy. Zobaczymy, co będzie dalej. Będę dawać znać. ;)

Niezaprzeczalnym plusem tego dekoloryzatora jest to, że nie niszczy włosów, minimalnie je wysusza, choć obstawiam, że bardziej wysuszyło je 6-krotne mycie w ciągu jednego dnia i 2-krotne suszenie suszarką. Po wprowadzeniu bogatej pielęgnacji, wszystko szybko wraca do normy. Polecam wszystkim dziewczynom, które chcą coś zmienić. Kiedyś gdy miałam niemal czarne włosy, myślałam, że nic ich nie ruszy, bez wizyty u fryzjera i zapłaceniu wielkich pieniędzy. Dekoloryzator RB kupiłam za 40 zł + 14 zł za farby (dla mnie Joanna jest ok, choć gdybym miała więcej pieniędzy, pewnie zainwestowałabym w dobrą farbę fryzjerską) - taka cena za zmianę i lepsze samopoczucie - to niewiele. ;)

Jeśli o czymś zapomniałam - pytajcie :)

Pozdrawiam,

gina genius

11 komentarzy:

  1. Udało Ci się wyrównać na długości :) Fajnie wyszło - ja sama teraz noszę się z ciemną czerwienią :) Trafiłam na pianki Elysee - burgund i purpura są bardzo ciemne, ale przepiękne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądam do Ciebie, kochana :) Nie słyszałam o tych piankach, muszę zgłębić temat. Ale zamówiłam sobie teraz na Allegro z Venity jasną czerwień, czytałam Twój post o zmianach kolorów i uznałam, że na ten mój brąz może coś złapie jakiś poblask, zobaczymy. ;)

      Usuń
  2. Moim zdaniem i tak najładniej Ci w czerwonych włosach, bardzo Ci pasują. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz piekne ,geste wlosy i sliczny nowy kolorek :)a moge wiedziec jakim kolorem farbowalas za pierwszym razem ? pisalas ,ze mialas chlodny ciemny braz,a wlasnie bardzo bym taki chciala,a zazwyczaj wszystkie farby ze sklepu wychodza czarne. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, naprawde fajnie wyszlo :) ja chcialam zejsc z czerwieni do karmelowego koloru. Chcialam tylko zapytac gdzie kupilas ten dekoloryzator?

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, jak uzyskałaś odcień ciemnego brązu, który miałaś przed dekoloryzacją?! Takiego koloru właśnie dla siebie poszukuję! <3
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  8. http://kolorowaaaablogg.blogspot.com/2015/07/dekoloryzacja-renee-blanche-czarnych.html
    Komuś chyba bardzo się spodobał Twój styl pisania...

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie zrobiłam dekoloryzację. Z odcienia czerwień granatu wyszedł mi blond z lekkim odcieniem rudego. Nie spodziewałam się takiego efektu ale podoba mi się. I wyszło równo co ważne

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie zrobiłam dekoloryzację. Z odcienia czerwień granatu wyszedł mi blond z lekkim odcieniem rudego. Nie spodziewałam się takiego efektu ale podoba mi się. I wyszło równo co ważne

    OdpowiedzUsuń